Artykuły o Swamim
Moje doświadczenia ze Swamidżim M. Vadivelan - str.2Otrzymałem zwolnienie warunkowe na trzy dni na ślub mojej siostry i pojechałem do Madurai. Tam przyjaciele i bliscy nalegali, abym napił się alkoholu. Odmówiłem. Oni także zastanawiali się, jak człowiek, który zazwyczaj pije butelkę likieru za butelką teraz odmawia picia. Oni także mi dokuczali. Moja żona i dwoje dzieci (chłopiec i dziewczynka) byli jednakże bardzo szczęśliwi.
Wróciłem do więzienia. Tam otrzymałem list, w którym pisało, że ziemia, z którą miałem kłopot została sprzedana i nawet na niej zarobiliśmy. Potem znalazłem ogłoszenie na więziennej tablicy ogłoszeń o szkoleniu na otwartym uniwersytecie. Przydzielono mnie do kursu komputerowego.
Tak, byłem bardzo szczęśliwy widząc, że dzieją się te rzeczy, które przepowiedział Swamidżi. W tym samym czasie otrzymałem list, mój syn Chandru dostał pracę w CRPF, w jedym z departamentów policji. Poszedłem do Swamidżiego, aby Mu o tym powiedzieć.
Medytował. Poczekałem przy wejściu. Kilka minut później otworzył oczy. Powiedziałem, "Panie". Swamidżi spytał, "Co, synu ?" nie wiedziałem jak wyrazić swoje szczęście w słowach. Więc On powiedział, "Bardzo się zmieniłeś. Staniesz się dobrym człowiekiem." Powiedziałem, że mój syn dostał pracę w policji. On powiedział, że nie będzie to dla niego dobre i, aby nie przyjmował jej. Byłem zmieszany i powiedziałem, " Mój syn dużo wycierpiał, aby otrzymać tę pracę. Moja rodzina również dużo przechodzi." "Jeśli przyjmie tę pracę będziecie cierpieć jeszcze bardziej. Poślij go do Aśramu. Pozwól mu jeszcze teraz studiować. Dostanie dobrą pracę", powiedział Swamidżi. Nie miałem odwagi nie przyjąć słów Świętego. Wyszedłem od Niego. Napisałem list do domu, że ta praca nie będzie odpowiednia dla mego syna i, że nie powinien jej przyjąć. Mój syn, cóka i żona byli zszokowani widząc mój list i natychmiast złożyli mi odwiedziny. Powiedziałem im, co przekazał mi Swamidżi. Dostałem zezwolenie od strażników na odwiedziny, wraz z rodziną, Swamidżiego. Moja rodzina dostała Jego błogosławieństwa. Poradził mojemu synowi, Chandru, oraz mojej córce, Vanitha Devi, studiować księgowość. Powiedzieliśmy Mu o biedzie naszej rodziny. Tak więc powiedział, że mogą pobierać naukę na koszt Aśramu. Teraz mój syn przebywa w Aśramie i nadal studiuje. Również moja córka studiuje.
Wraz z moim synem wybrano 4200 kandydatów do pracy w policji. Lecz nowo wybrany centralny rząd ogłosił, że z powodu ogromnej korupcji podczas naboru kandydatów nabór zostaje unieważniony. Po usłyszeniu tego niespodziewanego ogłoszenia rządu, wielu młodych popełniło samobójstwo ! Powiedziałem o tym Swamidżiemu, ale On oczywiście powiedział, "Wiedziałem o tym." Wtedy powiedziałem Mu, że moje hemoroidy zostały uleczone. Powiedział, że choroba już nigdy nie powróci.
Spośród 2000 więźniów patrzących na zmiany we mnie i moje częste przebywanie ze Swamidżim wielu przyszło do mnie i podzieliło się ze Swamidżim swoimi trudnościami i problemami poprzez moją osobę, osiągając satysfakcję i szczęśliwość. Dzień za dniem tłum przed pokojem Swamidżiego powiększał się. Tak więc Swamidżi ogłosił, że będzie z wszystkimi rozmawiał w soboty o 9:30 rano i, że wszyscy mogą przyłączyć się do Jego medytacji. Zarząd więzienia przydzielił duży, przestrzenny pokój, na sobotnie spotkania ze Swamidżim. Teraz, już od 5 lat, podczas tych sobotnich spotkań Swamidżi rozdaje dużo mentalnego spokoju i korzyści tym, którzy przychodzą Go zobaczyć.
Pewnego dnia mój przyjaciel muzułmanin powiedział mi, że jego wnuk ma dziurę w sercu i lekarze powiedzieli mu, aby zabrał dziecko do szpitala w Bangalore. Spytał czy mógłby porozmawiać o tym ze Swamidżim. Więc powiedziałem mu, aby przyszedł w sobotę na spotkanie, a On z całą pewnością poprowadzi go w dobrym kierunku. "Mogę tam przyjść ? Czy On ze mną porozmawia ?" - błagał płacząc. Powiedziałem Swamidżiemu o jego prośbie. Zaśmiał się i powiedział, " Nigdy nie widzę czy ktoś jest chrześcijaninem, muzułmaninem, buddystą czy hinduistą. Widzę tylko ich serca."
Następnego ranka w holu modlitewnym zebrało się ponad 500 więźniów. Przyszedł także nasz muzułmański przyjaciel. Wielu więźniów było bardzo zdziwionych jego obecnością. Niektórzy z nich myśleli sobie - "Po co ten człowiek przyszedł na nasze modlitwy?" i otwarcie okazywali mu swą nienawiść groźnymi spojrzeniami.
Swamidżi wszedł do pomieszczenia i zaczął intonować: "Om Namah Śiwaya". Wszyscy się do niego przyłączyliśmy. Potem wielu zadawało pytania dotyczące duchowości, na które wszystkie Swamidżi odpowiedział. Mój muzułmański przyjaciel spojrzał na mnie, a ja zachęciłem go, by także przedstawił swoją prośbę. On podszedł do Swamidżiego i powiedział, że jego wnuczek cierpi z powodu otworu w sercu i ze łzami w oczach opisał jego położenie. Wszyscy z uwagą wsłuchiwali się w prośbę muzułmanina i z napięciem wpatrywali się w Swamidżiego, oczekując jego odpowiedzi.
Swamidżi powiedział - "Dlaczego płaczesz? Nie ma się, o co martwić. Otwór w sercu twojego wnuka zagoi się". Byłem bardzo zdziwiony, słysząc taką odpowiedź i zacząłem się trochę obawiać, że słowa Swamidżiego okażą się nieprawdziwe. W ciągu całego dnia nachodziły mnie różne myśli. Raz był to strach, raz zwątpienie i wyczerpanie i wiele innych nastrojów.
O 20.30 poszedłem do celi Swamidżiego i zajrzałem do środka. Nie było go w pokoju ani w łóżku. Mój wzrok cicho prześlizgnął się po całej celi. Właśnie wtedy nadeszło w pośpiechu 4 czy 5 policjantów, pytając z daleka czy jest tu Swamidżi. Sam nie wiedziałem, co mam powiedzieć czy zrobić. Stałem oszołomiony, a oni zaczęli z zewnątrz krzyczeć do środka celi - "Swamidżi! Swamidżi!"
"Co wy tutaj wszyscy robicie? Czy coś się stało?" - zapytał Swamidżi z wnętrza celi. Zdębiałem, a policjanci bez słowa odwrócili się i odeszli.
Wtedy zapytałem - "Swamidżi, gdzie przedtem byłeś? Przyszedłem tu wcześniej i kilkakrotnie cię zawołałem, ale ciebie nie było w pokoju. Gdzie wtedy byłeś i dlaczego policjanci zjawili się w takim pośpiechu?" On odparł - "Idź i ich zapytaj. Dlaczego stoisz tu z takim zdumieniem na twarzy?" Rzeczywiście tak było. Poczułem się jakbym za chwilę miał zemdleć, ale szybko się pozbierałem i udałem, że wszystko jest w porządku.
Wtedy Swamidżi powiedział - "Moje dziecko, twoja twarz jak lustro odbija stan twego umysłu. Jesteś mi oddany, ale nie masz wiary w moją moc". Te słowa Swamidżiego głęboko wniknęły w moje serce. Poczułem jak opada ze mnie cały brud. Jeszcze przed chwilą cały się pociłem, a teraz stałem się całkiem spokojny. Swamidżi usunął całe moje umysłowe napięcie. Poczułem odświeżający powiew wiatru na skórze.
Swamidżi dodał - "Kiedy powiedziałem twojemu muzułmańskiemu przyjacielowi, że otwór w sercu jego wnuka się zagoi, zauważyłem, że wszyscy się zdziwili. Kiedy spojrzałem w twoją twarz, wiedziałem, że wątpisz w moje słowa i obawiasz się, że nie okażą się prawdziwe. Ale wiedz, że one z pewnością się sprawdzą. Otwór w sercu chłopca zagoi się".
Poczułem się taki szczęśliwy. Złożyłem pokłon tej Boskiej Inkarnacji, przemawiającej do mnie z progu swej celi. Swami położył dłoń na mej głowie i poprosił, bym poszedł już spać. Dodał jeszcze - "Wszystko będzie w porządku", następnie cofnął się i usiadł w celi.
Wtedy cicho oddaliłem się. Policjanci, którzy wcześniej zjawili się w pokoju Swamidżiego, tym razem czekali na mnie. Wezwali mnie, a ja się przed nimi stawiłem. Pytali mnie, czy Swamidżi był w swoim pokoju, kiedy tam przyszedłem. Odparłem, że przecież oni także go widzieli. Powiedzieli - "Tak, ale przecież wcześniej z nim rozmawiałeś, nieprawdaż?" Wtedy zapytałem - "O co wam chodzi? Dlaczego jesteście tak podejrzliwi?" Dopiero wtedy powiedzieli mi, że nie dalej jak pół godziny temu, jeden z ich funkcjonariuszy wraz z rodziną, widział Swamidżiego niedaleko świątyni Padaleeshwarar (świątyni Śiwy). Natychmiast pośpieszył, by o tym donieść. To właśnie dlatego przybiegli do celi Swamidżiego, by sprawdzić czy w niej jest czy nie. Poprosili mnie, bym nie powtarzał tego Swamidżiemu.
"Czy on rzeczywiście mógł udać się do świątyni Padaleeshwarar?". Znów zaczęły mnie nachodzić wątpliwości. Położyłem się do łóżka i zasnąłem z myślą: "Czy on rzeczywiście posiada taką moc, by być równocześnie w dwóch miejscach?"
Tydzień później mój muzułmański przyjaciel otrzymał list. W liście było napisane: "Twój wnuk został posłany do szpitala w Bangalore na operację serca. Kiedy lekarze zbadali chłopca, okazało się, że otwór w jego sercu stopniowo się zarasta. Zdecydowali więc, że operacja nie jest konieczna i że na następną kontrolę może stawić się w szpitalu za sześć miesięcy". Mój przyjaciel był bardzo szczęśliwy. Przybiegł do mnie, serdecznie mnie uściskał i dał do przeczytania list. Słowa Swamidżiego - "Wszystko będzie w porządku" okazały się prawdziwe. Po tym wydarzeniu 90% więźniów zdało sobie sprawę, że informacje o Swamidżim publikowane w codziennej prasie, magazynach i telewizji nie były prawdą.
Swamidżi to wielki święty. Dziś wielu takich jak ja zaczyna go rozumieć. Więcej - policjanci, wysocy urzędnicy i wielu więźniów szanuje Swamidżiego i są mu głęboko oddani. Dzięki jego błogosławieństwom są wolni od wszelkich chorób i żyją szczęśliwie. Za jego pozwoleniem wielu z nich odwiedziło jego Aśram w Fathimanagar w Trichy. Bardzo chwalili uczące się tam dzieci oraz ludzi pracujących w Aśramie. Zachwyciło ich także piękno Aśramu Swamidżiego, gdzie można zobaczyć swobodnie przechadzające się po jego terenie pawie i gołębie, oraz bawiące się króliki.
Wielki święty i siddha jest uwięziony w cuddalorskim więzieniu. Ci, którzy przyczynili się do tego, nie znają jego prawdziwej natury. Nieprawda wsadziła go za kraty. Pomimo to, Bóg i dobrzy ludzie wiedzą, że tysiące ludzi i żywych istot korzystają z Jego błogosławieństw.
Mógłbym kontynuować spisywanie moich doświadczeń ze Swamim, chociaż wypełniłem nimi już wiele stron. Pomimo tego zamierzam zakończyć ten artykuł jeszcze jednym doświadczeniem, a później planuję napisać książkę.
Jest kwiat zwany Lingapoo (kwiat Lingamu), który ma kształt Śiwalingamu. Drzewo, które daje ten kwiat jest nazywane drzewem Nagalinga. Dlatego też zarządcy wybudowali w więzieniu świątynię Śiwy dookoła tego drzewa i zainstalowali tam również piękne posążki Nandi, Ganesi i Murugi. Poprosili Swamiego, by dał Śiwalingam dla świątyni, a on przekazał duży Śiwalingam na czas.
Ustalono i ogłoszono datę Kumbabiszekamu. Nasza normalna więzienna atmosfera była wypełniona duchową wibracją. Setki więźniów pościło w związku z tą uroczystością. Na wieść o Śiwa pudży i Kumbabiszekamie w więzieniu, kierownictwo Aśramu dostarczyło składniki do jagamu - 100 różnych ziół i rzeczy niezbędne do pudży. Wszyscy prosili Swamiego, by przeprowadził jagam. Posążkom dano odpowiednie imiona, Ganesia został nazwany "Sirai Meetpu Ganesh", co oznacza Ganesię, który uwalnia nas z więzienia. Muruga został nazwany "Vinci Theerkum Velavan" (Muruga z Vel, który rozwiązuje naszą przeszłą karmę), Śiwa został nazwany Nagalingeśwarar (Śiwa jako Pan Lingamu, który nosi węże jako ozdoby), a Amman została nazwana Nagalingeśwari, małżonka Śiwy ubranego w węże.
Jagam został pomyślnie przeprowadzony. Wszystko było wspaniałe - kwitnące drzewo Nagalinga, pięknie udekorowane posążki Ganesi, Murugi i Nandi, przepiękny Śiwalingam podarowany przez wielkiego Świętego, który czeka, by służyć rodzajowi ludzkiemu, tysiące więźniów, oficerowie więzienni, którzy zebrali się z tej okazji na otwartej przestrzeni, intonowanie przez Swamiego "Om Namah Shivaya", rytualne słowo "Swaha", prasadam, wibhuti (święty popiół) na naszych czołach. Mieliśmy wielkie szczęście, że mogliśmy wziąć udział w tak wielkim jagamie.